Archiwum Polityki

Przepis na Oscara

Polska kinematografia odniosła kolejny sukces, zgłaszając do Oscara „Quo vadis” Jerzego Kawalerowicza. Zdaniem niektórych krytyków sukces byłby jeszcze większy, gdybyśmy zgłosili obraz „Cześć Tereska” Roberta Glińskiego. Cóż, możemy zasadniczo zgłaszać, co się nam tylko podoba, Amerykańskiej Akademii Filmowej jest w zasadzie wszystko jedno. Przykładowo Czesi wysłali w tym roku film o swych dzielnych pilotach biorących udział w bitwie o Anglię. Zobaczymy, co się bardziej w Los Angeles podoba: czescy lotnicy strzelający do Niemców czy nasz Ursus walczący z germańskim turem.

Przy okazji wspomnianej nominacji (wewnętrznej) pojawiła się kwestia: kto właściwie powinien decydować o wyborze reprezentacyjnego tytułu i wedle jakich kryteriów? Najprostszy przepis na Oscara jest taki, iż najpierw robi się film na to wyróżnienie zasługujący. Lepszy od „Quo vadis”, a może nawet lepszy od „Tereski”. Na pocieszenie polskim reżyserom pozostają liczne polskie nagrody filmowe.

Zdzisław Pietrasik

Polityka 45.2001 (2323) z dnia 10.11.2001; Kultura; s. 38
Reklama