Archiwum Polityki

Błędny krążek

Branża płytowa wchodzi w nowy rok w kiepskich nastrojach. Firmy fonograficzne reagują na recesję ograniczając liczbę pracowników i aby utrzymać się na rynku, stawiają na artystów gwarantujących minimum strat finansowych. Sprzedaż płyt w sklepach spada, bo ludzi nie stać na robienie sobie drogich prezentów. Wydawnictwa tłumaczą, że ich również nie stać na obniżanie cen z powodu wysokich kosztów nagrań i promocji. Tym sposobem koło się zamyka, a piraci mogą spać spokojnie.

W listopadzie policja z polecenia prokuratury wstrzymała działalność tłoczni w Gdańsku Rumii podejrzanej o produkcję około 1,2 mln pirackich płyt CD. Repertuar tłoczni to Ich Troje, Kayah&Bregović, Krawczyk&Bregović, Varius Manx, Brathanki, czyli to, co Polacy lubią najbardziej. Nie wydaje się jednak, by nawet tak spektakularna akcja organów ścigania wpłynęła na kondycję piractwa. Przed Bożym Narodzeniem odwiedziłem warszawski Stadion Dziesięciolecia. Za jedyne 10 zł oferowano mi nową płytę Ich Trojga. Straganiarz narzekał, że słabo idzie Michael Jackson, choć próbuje go sprzedawać po 8 zł sztuka. Reputację zachodniej produkcji ratuje za to nowa Britney Spears.

W sklepach muzycznych obroty spadają, redukuje się zatrudnionych – mówi Andrzej Kozłowski ze Związku Producentów Audio-Video. – My i Skarb Państwa ponosimy straty. Tymczasem dzienny obrót ze Stadionu wynosi 300 tys. zł, z czego na czysto 200 tys. dla obcokrajowców prowadzących działalność bez zezwolenia.

Sprzedażą zajmują się głównie Ormianie, a płyty tłoczone są przeważnie nie w Rumii, ale na Litwie, Ukrainie i Białorusi. Ludzie kupują, bo towar jest tani, a w sklepie za wspomnianego Jacksona trzeba by zapłacić 59 zł.

Piotr Kabaj, dyrektor Pomatonu EMI, uważa, że z piractwem jest tak samo jak z karaluchami w mieszkaniu: „wyłażą zewsząd, a my musimy się przed nimi chronić”. – Największym rynkiem zbytu jest Stadion Dziesięciolecia – powiada Kabaj. – Organizujemy tam mnóstwo akcji antypirackich. Pomagają nam w tym urzędy celne, Straż Graniczna i policja. Zdarza się, że trzeba ściągać policję spoza Warszawy, gdyż piraci są informowani o akcjach i danego dnia nie pojawiają się na Stadionie.

Polityka 2.2002 (2332) z dnia 12.01.2002; Kultura; s. 50
Reklama