Archiwum Polityki

Dalnicą bliżej

Zarówno w Polsce, jak i w Czechach o budowie autostrad mówi się już od 70 lat. Przez ten czas w niewielkich, ­a górzystych Czechach powstało tysiąc kilometrów autostrad, za to w nizinnej Polsce zaledwie siedemset. Jak to możliwe?
JR/Polityka

Pod koniec zeszłego roku w Czechach oddano do użytku tysięczny kilometr autostrady. Zaraz, zaraz – to Czesi mają tylko tysiąc kilometrów autostrad? – spyta zdziwiony Polak, który jeżdżąc po czeskiej ziemi ma wrażenie, że autostrad jest tam w bród. Tajemnica sukcesu, ale i dobrego wrażenia, bierze się stąd, że Czechy są od Polski cztery razy mniejsze, a dochód na głowę mieszkańca jest o ponad połowę wyższy (Czechy prześcignęły już pod tym względem pierwszy z krajów starej Unii – Portugalię).

Niebagatelne znaczenie ma też kształt kraju, który przypomina – jak żartują sami Czesi – knedlika. Stąd z północy na południe dystans jest niewielki i łatwo go pokonać nawet drogami szybkiego ruchu. Z zachodu na wschód, od granicy Niemiec po granicę Słowacji, odległość jest większa, ale mimo dużego dystansu oba krańce spina autostrada (D5 z Niemiec przez Pilzno do Pragi, potem D1 i dalej z Brna do granic ze Słowacją – D2). Obie drogi pochodzą jeszcze z czasów komunistycznej Czechosłowacji. Początki budowy autostrady D1 sięgają 1967 r. Władze planowały wówczas budowę arterii łączącej oba krańce wąskiej a długiej Federacji Czechosłowackiej aż po granice z ówczesnym ZSRR. Projekt został na papierze – Czechosłowacja przestała istnieć, zanim wbito łopaty, by przedłużyć drogę.

Ponad 300 km autostrady z Pragi do Bratysławy przez Brno oddano w latach 80. Wyczyn to imponujący, ponieważ teren Wyżyny Czesko-Morawskiej, szczególnie między Pragą a Brnem, jest pagórkowaty, poprzecinany dolinami i wąwozami rzek – jedzie się tam właściwie non stop po kolejnych mostach i wiaduktach. Jeśli się oczywiście jedzie. Turysta, który przejeżdża tą trasą raz na rok w drodze na wakacje, pewnie nawet nie zapamięta, że gdzieś tam stał w korku.

Polityka 8.2008 (2642) z dnia 23.02.2008; Świat; s. 56
Reklama