Archiwum Polityki

Na lwy by

Z Europy leci się do Dar es Salaam, stolicy Tanzanii, 10 godzin. Z Dar do Ruahy jedzie dwa dni. Po drodze czas się cofa, jakby zwijał się film. Na końcu czeka rajski ogród.

Afryka to skrajne doświadczenie nawet dla umiarkowanego alterglobalisty. Czy to moralne płacić za dobę w parku ze zwierzętami tyle, za ile wielu miejscowych mogłoby się utrzymać przez trzy miesiące? I kto tu jest okazem do oglądania? Czy nie przypadkiem ty – mzungu – biały w swojej klatce z napędem na cztery koła? Nieustannie obserwowany przez wszystkich naokoło, a szczególnie przez tych, którzy mają coś do sprzedania: orzeszki, mapę, napoje, elektryczną packę na muchy, koc, białą koszulę z Chin, kolbę kukurydzy.

Polityka 16.2006 (2551) z dnia 22.04.2006; Na własne oczy; s. 116