Archiwum Polityki

Las bez drzew

Połamane niczym zapałki drzewa, rozdęte trupy zabitych zwierząt, krzyki ptaków szukających gniazd. Głosy nawołujących się drwali, warkot tysięcy pił i dziesiątków ciężkich leśnych maszyn. Strach przed gigantycznym pożarem. Tak wygląda dziś Puszcza Piska i Borecka, wczoraj jedne z najpiękniejszych polskich lasów. Od czasu wielkiej powodzi w 1997 r. nie było w Polsce kataklizmu przyrody na taką skalę.

Kazimierz Koszewski jest dziś leśniczym bez lasu. Zatrzymuje się przed każdym pochylonym, sterczącym wśród połamanych kikutów, wygiętym nienaturalnie drzewem. Przetrwa? Czy załamie się, kiedy spadnie śnieg? Tamtego dnia tuż przed burzą wrócił do domu zjeść drugie śniadanie. Miał złe przeczucia. Nie pamięta, żeby w lesie kiedykolwiek była taka cisza, a leśniczym w Pogubiu Średnim jest już dziewiętnaście lat. Wspomina: – Żona uspokajała: burza bokiem przejdzie, u nas padać nie będzie, czujesz jak gorąco?

Polityka 32.2002 (2362) z dnia 10.08.2002; Kraj; s. 16