Archiwum Polityki

Kodeks w galarecie

Niczym prezent pod choinkę złożył Aleksander Kwaśniewski w przedświąteczny czwartek marszałkowi Sejmu trzy projekty zmian w prawie karnym (kk), procedurze (kpk) i przepisach wykonawczych (kkw). Czeka nas więc kolejna dyskusja o metodach karania i znów pewnie ulegniemy złudzeniu, że to co zapisane na papierze, a opatrzone paragrafem, może przesądzić o istocie i poziomie wymiaru sprawiedliwości. Nic bardziej błędnego.

Dlaczego właśnie prawo karne, a nie cywilne, kosmiczne czy rolne rozpala emocje polityków? Ponieważ jest stosunkowo mało hermetyczne, operuje też działającą na wyobraźnię wysokością kar, więc – podobnie jak z medycyną – większość ma w tej sprawie z góry wyrobione zdanie oraz sądzi, że się na tym zna. Jeśli w dodatku dzieje się tak, jak się stało w 1997 r., iż po wielu latach prac powstał kodeks karny zrywający wprawdzie z peerelowską represją, lecz całkowicie rozmijający się z nowymi tendencjami w przestępczości i społecznym poczuciem zagrożenia, to coraz powszechniejszy jest osąd, że zawiniło samo prawo; zbyt liberalne, zbyt łagodne jak na nowe brutalne czasy.

Polityka 1.2002 (2331) z dnia 05.01.2002; Społeczeństwo; s. 60