Archiwum Polityki

10 lat bez wyroku

Lata 90. – pierwsze pięciolatki budowy kapitalizmu – przyniosły wiele wielkich afer. Ze Skarbu Państwa jak z dziurawego sita wyciekły strumienie pieniędzy. Aferzyści, zwani przy innych okazjach biznesmenami, nie płacili podatków, naciągali banki i naiwnych klientów. Chociaż politycy odgrażali się, że rozliczą aferzystów i złodziei, prokuratury i sądy okazały się bezradne wobec sprytnych naciągaczy. Sprawy wloką się latami, ulegają przedawnieniu. Oskarżeni przy pomocy adwokatów z powodzeniem stosują uniki, nie stawiają się w terminach rozpraw, chorują, apelują, zwracają o kasacje, z aresztów wychodzą za poręczeniem majątkowym, aby już za kraty nie powrócić. Sprawdziliśmy, co teraz robią i gdzie utknęły ich sprawy.

Właściwie żadna sądowa sprawa dotycząca wyłudzenia czy też sprzeniewierzenia gotówki nie zakończyła się odzyskaniem choćby marnej cząstki przedmiotu sporu. W uzasadnieniach wielu wyroków jak echo powtarzały się konstatacje, iż dłużnik, goły jak święty turecki, gotówki nie posiada, wszystko przepisane na żonę, z którą, tak się składa, rozwiódł się odpowiednio wcześniej albo rozdzielił majątek, nie stwierdzono też, aby oskarżeni od początku mieli zamiar kraść.

Kreowani przez media na aferzystów, z sądów wychodzili często w glorii niewinnie oskarżonych.

Polityka 16.2002 (2346) z dnia 20.04.2002; Raport; s. 3