Archiwum Polityki

Plamy na ekranie

Wydawcy i dziennikarze telewizyjni w Polsce nie radzą sobie z trudną i delikatną materią, jaką jest relacja z miejsca tragedii i zbrodni. „Śmierć w szkole” (w Czarnej Białostockiej) z dopiskiem na ekranie „na żywo” jest tego ostatnim przykładem. I wtedy, i po zabójstwie Jacka Dębskiego kamerzyści niemal nurzali się – poprzez zbliżenia – w krwi ofiar na posadzce i na trotuarze. Owczy pęd, by zaszokować widza, zwiększyć widownię, czy nieznajomość podstawowych zasad i przepisów, które obowiązują w dziennikarskim fachu?

„Redaktorzy muszą panować nad tym, jaki materiał jest emitowany, w jakiej formie i jak długo trwa. (...) Muszą mieć absolutną pewność, że umieszczanie w programach szokujących zdjęć jest rzeczywiście uzasadnione (...), brać pod uwagę wpływ tych zdjęć na poszczególnych widzów” – zaleca vademecum dziennikarstwa BBC, wypracowywany latami „wzorzec metra” dla profesjonalnych mediów. Po co w ogóle taka regulacja w świecie wolnym od cenzury, brutalnym, czyli realnym, gdzie obywatel ma prawo do prawdy i nieskrępowanej informacji i przekazu?

Polityka 19.2001 (2297) z dnia 12.05.2001; Tele Wizje; s. 102
Reklama