Archiwum Polityki

Ostatnia Wieczerza z Madonną

Trupia sztywność i wzrok wbity w przestrzeń zdradza figury woskowe mimo łudzącego podobieństwa do żywych, a obecność ludzi potęguje jeszcze ich martwotę. Wielcy woskowi władcy, wielkie woskowe diwy, wielcy woskowi zbrodniarze. Wydawało się, że należą do poprzedniej epoki; do czasu bud jarmarcznych, połykaczy ognia, kobiet z brodą; że powinny zniknąć jak katarynki, bo w epoce rzeczywistości wirtualnej nie ma dla nich miejsca. Nic podobnego. Panopticum ma się dobrze.

– Między figurami woskowymi a grafiką komputerową nie ma przepaści. Są sobie estetycznie bliskie. Jedno i drugie jest próbą stworzenia ułudy rzeczywistości – mówi Zbigniew Benedyktowicz z Instytutu Sztuki Polskiej Akademii Nauk.

Konfliktu między multimediami – rzeczywistością wirtualną a figurami woskowymi nie widzi także fotografik Ryszard Horowitz, który ma już swój woskowy wizerunek. – Figury woskowe są nieporównanie bliższe rzeczywistości niż jakiekolwiek wytwory wirtualne, przynajmniej w obecnej formie.

Polityka 19.2001 (2297) z dnia 12.05.2001; Na własne oczy; s. 108
Reklama