Archiwum Polityki

Krwawy odcień zieleni

Bratnie kraje arabskie przez lata nie chciały pomóc Palestyńczykom, bo potrzebny był ich gniew. Ale dziś ten gniew rodzi bardzo niebezpieczne owoce. Fanatyzm i terroryzm. A nic bardziej nie spędza snu z powiek okolicznym dyktatorom niż gotowi na śmierć żołnierze Allaha.

O czwartej nad ranem, tuż przed brzaskiem, ponad pięćset rodzin koczowało koło mostu nad Jordanem, na wschód od Jerycha. Przejście otwiera się dopiero o szóstej, ale władze jordańskie ograniczają liczbę Palestyńczyków, którym wolno przekroczyć granicę z Zachodniego Brzegu do królestwa haszymidzkiego. Do stu pięćdziesięciu osób dziennie. Kto pierwszy, ten lepszy. Ponad połowa mieszkańców Jordanii to obywatele pochodzenia palestyńskiego. Nic więc dziwnego, że każdego nowego przybysza z terenów administrowanych przez Arafata, nawet jeśli deklaruje, że jest tylko turystą, kupcem lub osobą udającą się w rodzinne odwiedziny, podejrzewa się o tendencje wywrotowe.

Polityka 30.2002 (2360) z dnia 27.07.2002; Świat; s. 42