Archiwum Polityki

Kowal losu

Dostrzegam przewagę ludzi z małych miasteczek. Jest w takich miejscach coś szczególnego; są jak gniazda, z których człowiek musi wyfrunąć, bo się nie mieści. Tu łatwiej rodzą się marzenia i tęsknota świata. Jurek Pilch ma swoją Wisłę, Zbyszek Zamachowski – Brzeziny, ja – Kowal na Kujawach.

W Krakowie jestem przybyszem. Wziąłem z niego to, co najpiękniejsze: Stary Teatr, architekturę, europejskość, księgarnie otwarte do jedenastej w nocy i Rynek, który zasypia o czwartej nad ranem. Ale jestem stąd, z Kowala.

Kowal to było miasto szewców i stolarzy. Szewcem był wujek Baliński, wujek Paszyński i mój ojciec, Antoni Nowicki. Robili buty i rozwozili je po jarmarkach. Kiedyś rzemieślnik to był gość, ale po wojnie, w latach 50., panowała straszna bieda, człowieka nie było stać nawet na prawdziwe marzenia.

Polityka 30.2002 (2360) z dnia 27.07.2002; Społeczeństwo; s. 60