Archiwum Polityki

Pamiętacie Bułgarię?

Był tam zimny schweppes o smaku mandarynkowym, bezchmurne niebo i ciepłe morze. A także cola z lodem i piwo sprzedawane na plaży wprost z lodówki. Dlatego kochaliśmy bułgarskie i rumuńskie kurorty nad Morzem Czarnym. Tym bardziej że w czasach PRL dla wielu Polaków jedyna dostępna zagranica to były tzw. demoludy. Dziś prawie nie ma polskich turystów nad Morzem Czarnym. W biurach podróży mówią, że młodzi nie znają tych stron, a starszych odstraszają relacje o kradzieżach i wysokie ceny usług turystycznych. Ale Bułgaria się zmieniła!

Drogę do Złotych Piasków przegradza solidny szlaban. Ochroniarz wklepuje do komputera numery auta i wręcza plastikową kartę jak do bankomatu. Kartę należy zwrócić przy wyjeździe. Taki system działa we wszystkich kurortach: Bułgarzy walczą z plagą kradzieży samochodów. Za szlabanem, im dalej w gąszcz hoteli, tym trudniej dostrzec, że jest się w Bułgarii. Tłum wczasowiczów, przez który prawie trzeba się przeciskać, rozmawia po niemiecku i rosyjsku. Niemcy i Rosjanie odpoczywają teraz nad Morzem Czarnym w trzy-, cztero- i pięciogwiazdkowych hotelach.

Polityka 30.2002 (2360) z dnia 27.07.2002; Raport; s. 92