Archiwum Polityki

Panika na Wschodzie

W ubiegły piątek przypuszczono szturm na siedzibę Banku Wschodniego w Białymstoku. Klienci próbowali wedrzeć się do placówki drzwiami i oknami. Mieszkańcy miasta, w którym przed laty Julian Marchlewski osobiście dowodził rewolucją, wpadli w panikę na wieść, że w miejsce prezesa banku powołano komisarza.

Skojarzenia były proste. Taka zmiana oznacza wszystko co najgorsze, kapitał, jaki zgromadzili na bankowych kontach, zostanie zarekwirowany, ukradziony, a w najlepszym przypadku uspołeczniony. Tak czy siak, stracony raz na zawsze. Jest więc o co się bić.

Jednak naprawdę to nie komisarz stanął na czele Banku Wschodniego, ale zarząd komisaryczny ustanowiony zgodnie z prawem bankowym przez Komisję Nadzoru Bankowego. KNB ma obowiązek tak zareagować, jeżeli w jakimkolwiek banku w Polsce dzieje się źle. W Banku Wschodnim źle działo się już od kilku lat, niektórzy twierdzą, że od samego początku. Posiadał zbyt małe fundusze własne (25,7 mln), udzielał zbyt wielu w proporcji do własnych środków kredytów, z roku na rok malał współczynnik wypłacalności, który tę właśnie proporcję odzwierciedla. Ostatnio wynosił on 8,6 proc., podczas gdy według wymogów NBP bezpieczny współczynnik to około 12 proc. Komisja Nadzoru Bankowego od dawna domagała się wprowadzenia w banku programu naprawczego. Powinien on polegać m.in. na znalezieniu inwestora strategicznego, ale właściciele do takiej sanacji niezbyt się przykładali. Według ekspertów nowy inwestor mógł być dla dotychczasowych udziałowców większościowych niewygodny, utraciliby kontrolę nad bankiem.

Zdaniem Joanny Sędzikowskiej, wchodzącej w skład zarządu komisarycznego, nad Bankiem Wschodnim nie wisi jeszcze widmo plajty. Jest wypłacalny, o czym świadczy fakt, że nie utracił płynności nawet w okresie paniki, kiedy 2 tys. klientów rzuciło się, aby na gwałt odbierać swoje pieniądze. Prawdziwym powodem ustanowienia zarządu nadzwyczajnego było przeciwdziałanie planowanej przez właścicieli sprzedaży wierzytelności bankowych.

Zamierzano pozbyć się zagrożonych aktywów, głównie kredytów. Nabywcą prawdopodobnie miał być Elektromis Dom Inwestycyjny, gdzie większość akcji posiada Mariusz Świtalski, twórca imperium handlowego, któremu wielokrotnie zarzucano oszustwa celno-podatkowe.

Polityka 27.2002 (2357) z dnia 06.07.2002; Gospodarka; s. 63
Reklama