Archiwum Polityki

Czarodziejska góra

Na Park Avenue, najelegantszej i najbogatszej alei na Manhattanie, nigdy chyba nie leżało tyle końskiego łajna. Policjanci na koniach całą sobotę stali w czterech rzędach w poprzek alei. Nie był to początek kawaleryjskiej szarży, lecz pokaz bezpieczeństwa dla uczestników i przeciwników Światowego Forum Gospodarczego, które ze szwajcarskiej wioski Davos (gdzie obraduje co roku) przeniosło się wyjątkowo do hotelu Waldorf-Astoria w Nowym Jorku.

Pieszych policjantów na sąsiednich ulicach było dwukrotnie więcej niż uczestników Forum i chyba nikomu cała przeprowadzka nie wyszła na dobre. Oficjalnie przedstawiono ją jako wyraz solidarności z Nowym Jorkiem, ugodzonym tak tragicznie 11 września, chciano pokazać światu, że turyści nie mają co się bać latać do Ameryki. Ale na przykład Adolf Ogi, były prezydent szwajcarski, żałuje przenosin i tłumaczy, że do Davos na pewno przyjechałby Władimir Putin i byłoby politycznie ciekawiej. Inni żałują refleksyjnej atmosfery „Czarodziejskiej góry” Tomasza Manna (pisanej właśnie w Davos), ale już i tam poprzednie spotkania rozrosły się do rozmiarów przytłaczających bajkową szwajcarską wioskę.

Polityka 6.2002 (2336) z dnia 09.02.2002; Wydarzenia; s. 17
Reklama