Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Archiwum Polityki

Słońce zachodzi coraz szybciej

Najpóźniej w sierpniu KGHM Polska Miedź może zostać zmuszony do przerwania produkcji. Pojemność Żelaznego Mostu, największego w Europie zbiornika odpadów poprodukcyjnych, właśnie się wyczerpuje. Ale na rozbudowę muszą zgodzić się gminy, na których terenie zbiornik jest położony. Koncern przekonuje, że rozbudowa Żelaznego Mostu jest bezpieczna – gminy, że nie.

Powołany dwa miesiące temu nowy zarząd ogłosił, że brak porozumienia z trzema gminami, na których terenie leży zbiornik, to największe zagrożenie dla przyszłości Polskiej Miedzi.

Żelazny Most to dla KGHM obiekt strategiczny – mówi Jerzy Dobrzański, dyrektor generalny ds. hutniczych Polskiej Miedzi. – Ruda, którą wydobywamy, zawiera ok. 2 proc. miedzi, z całą resztą skały coś trzeba zrobić, a nigdzie na świecie nie wymyślono jeszcze lepszej technologii niż składowanie odpadów w tego typu zbiornikach.

Wpychanie skruszonej skały z powrotem pod ziemię jest trudne technicznie i nieopłacalne. Alternatywą jest budowa kolejnego zbiornika, ale takie rozwiązanie byłoby jeszcze droższe i miało jeszcze więcej przeciwników.

Nie chcemy żyć w strachu

KGHM chce podwoić objętość zbiornika do 700 mln m sześc. Już dziś zapory Żelaznego Mostu wznoszą się na 40 m nad ziemią, wyżej niż najwyższa wieża cerkwi w oddalonej o półtora kilometra Rudnej. Mieszkańcy Rudnej mówią, że przez zbiornik słońce zachodzi u nich szybciej niż gdzie indziej. Rozbudowa oznaczałaby podwyższenie zapór o kolejne 20 m, później nawet o 40. Słońce zaczęłoby zachodzić jeszcze szybciej.

Oczywiście nikt nie ma złudzeń, że trzy małe gminy mogą zatrzymać produkcję w takiej firmie jak Polska Miedź – mówi Władysław Bigus, wójt gminy Rudna, na której terenie znajduje się ponad połowa powierzchni zbiornika. – Ale nie chcemy żyć w strachu, co jeszcze może się tu wydarzyć.

Kilkanaście tysięcy mieszkańców trzech gmin boi się, że zapory któregoś dnia nie wytrzymają. Tym bardziej że cztery kilometry od zbiornika pod ziemią trwa wydobycie.

Kupiliśmy własne urządzenia do pomiaru drgań gruntu i okazało się, że wyniki, które uzyskujemy, są 4–5-krotnie wyższe od tych, jakie podaje nam KGHM – mówi wójt Grębocic Jan Bunkiewicz.

Polityka 6.2002 (2336) z dnia 09.02.2002; Gospodarka; s. 60
Reklama