Archiwum Polityki

Albo my, albo oni

Brutalnie wyrządzona krzywda wywołuje pragnienie odwetu. Jeśli ktoś cierpi, innych też ogarnia smutek – zaczynają przeżywać grozę osób wystawionych na bolesne przeżycia. Wielu miało takie właśnie odczucia widząc ludzi skaczących na pewną śmierć z płonących wież WTC. Współczując pytamy jednak, czy odwet może być moralnie usprawiedliwiony.

Nie umiemy spokojnie patrzeć na bezradność ofiar i z odrazą myślimy o ludziach, którzy niszczą życie innym dla własnej satysfakcji lub dla zwycięstwa jakichś fanatycznych wyobrażeń o świecie. Nawet jeśli swój fanatyzm chcą okupić własną śmiercią. Ich śmierć jest inna. Sami ją wybrali, by móc zabić swe ofiary.

Jednak dla człowieka z wyrobionym sumieniem stosowanie odwetu jest sprawą trudną. Wszystkie uzasadnienia zemsty mają w sobie jakiś fałszywy ton. Chcielibyśmy wymierzyć karę sprawcy, aby uprzytomnić mu, jak bezceremonialnie potraktował swe ofiary.

Polityka 42.2001 (2320) z dnia 20.10.2001; Świat; s. 30
Reklama
Ilustracja. Osoby czytające Politykę na różnych nośnikach.

Dołącz do nas!

Będziesz mógł czytać wszystkie teksty autorów „Polityki”.

Dołączam

Jesteś już prenumeratorem?

Zaloguj się >