Archiwum Polityki

Nie budzić lewicy

O ile lata 80. zgodnie uznane zostały w Ameryce Łacińskiej jako "stracona dekada", o tyle dobiegające końca lata 90. należą do najlepszych w historii kontynentu - wolne wybory i szybki rozwój makroekonomiczny stały się udziałem prawie całego kontynentu. Nikt już nie traktuje inwestycji zagranicznych jako "ofensywy obcego kapitału", nikt nie mówi, że nacjonalizacja bogactwa narodowego to "drugie wyzwolenie". Społeczeństwa zaczęły przekonywać się do wolnego rynku bardziej niż do kolejnego caudillo lub generała, który obiecywał złote góry, a potem okazywał się złodziejem albo bandytą, albo jednym i drugim. Kryzys finansowy w Brazylii zmącił ten optymistyczny obraz kontynentu, ale dorobek dziesięciolecia trudno podważyć.

Chłopcy z Chicago, młodzi liberalni ekonomiści, orędownicy wolnego rynku, podbili Amerykę Łacińską prawie tak skutecznie jak kiedyś Hiszpanie i Portugalczycy. Wolą jednak nie wchodzić do slumsów, gdyż dotychczas nie zostało udowodnione, czy neoliberalizm to tylko hormon wzrostu (gospodarczego), czy też panaceum na nędzę i nierówności społeczne. Ile państwa, a ile rynku - ten spór, znany krajom postkomunistycznym na wschód od Łaby, toczy się również na południe od Rio Grande, gdzie dyktatorzy wojskowi również kochali gospodarkę zamkniętą i sterowaną.

Polityka 41.1998 (2162) z dnia 10.10.1998; Świat; s. 35
Reklama