Archiwum Polityki

Marian, zrób coś

W Stoczni Gdańskiej znów rośnie napięcie. 2 grudnia odbywa się wodowanie i chrzest ostatniego statku dla armatora niemieckiego. A nie ma innych zamówień. Oznacza to, że zabraknie pracy dla kilkuset stoczniowców, którzy zajmowali się wyposażeniem. Pięć dni później wygasają bankowe gwarancje kredytowe, jakie Stocznia Gdynia przedłożyła syndykowi w związku z umową nabycia Stoczni Gdańskiej. Prezes zarządu Stoczni Gdynia Janusz Szlanta zapowiedział, że bez formalnego przekazania przez ministra skarbu praw do wieczystego użytkowania gruntów należących do Stoczni Gdańskiej nie będzie się starał o przedłużenie gwarancji. A minister Emil Wąsacz mówi, że będzie się zastanawiał do końca roku. Wracamy do punktu wyjścia?

A szło już tak dobrze - ubolewa Bogdan Oleszek, dyrektor do spraw organizacyjnych Stoczni Gdańskiej. - Ludzie się boją, chociaż syndyk stara się ich nie straszyć. Szykujemy listy imienne, dla jakich grup zawodowych nie ma zajęcia. Urząd pracy trzeba powiadomić 45 dni przed terminem planowanych zwolnień grupowych. Syndyk odwleka ten moment.

Fachowcy od kadłubów mają jeszcze co robić tylko dzięki temu, że Gdynia ulokowała w Gdańsku swoje zlecenia na wykonanie elementów kadłuba następnego statku.

Polityka 49.1998 (2170) z dnia 05.12.1998; Kraj; s. 32