Archiwum Polityki

Po prośbie

W minionym tygodniu 9,7 mln rencistów i emerytów dostało niepokojącą wiadomość. Zakład Ubezpieczeń Społecznych nieoczekiwanie wziął w dwóch dużych bankach 790 mln złotych krótkoterminowej pożyczki tylko po to, żeby wypłacić ludziom wszystkie marcowe należności. Wyszło więc na to, że ZUS, który od dawna zbiera cięgi za opieszałość i złe przygotowanie do reformy, teraz zaczął żyć na kredyt. Dla państwowej instytucji, przez której kasy każdego roku przepływa połowa budżetowych pieniędzy, nie jest to dobra reklama. Powstało też pytanie: co będzie w kwietniu i w maju? I czy ZUS, niezależnie od gwarancji Skarbu Państwa, przypadkiem nie zostanie bankrutem?

ZUS, mimo wysokich w Polsce składek na ubezpieczenia, na brak pieniędzy cierpi od dawna. By związać koniec z końcem, co roku musi korzystać z wysokiej dotacji budżetowej. W 1999 r. miała ona wynieść 9,6 mld złotych. I od początku roku była przykładnie wypłacana. W styczniu i w lutym Ministerstwo Finansów przekazało ZUS 2,9 mld złotych, czyli prawie 30 proc. wszystkich planowanych na ten cel środków. Ale i to okazało się za mało. Zarząd ZUS miał nadzieję, że nieoczekiwanie powstałą większą niż zazwyczaj dziurę jak zawsze załata Skarb Państwa.

Polityka 13.1999 (2186) z dnia 27.03.1999; Wydarzenia; s. 15