Archiwum Polityki

Tak tu cicho

Od półtora roku Zakłady Przemysłu Ciągnikowego Ursus, niereformowalny dotąd moloch - rozpadają się. Kilkanaście wyodrębnionych z fabryki spółek będzie wkrótce sprzedanych, pod Warszawą zostanie jedynie montownia. Do końca roku z każdych 10 zatrudnionych w Ursusie jeszcze kilka lat temu pozostanie tu jeden. Co na to Zygmunt Wrzodak, radykalny przywódca ursuskiej Solidarności, który wielokrotnie strajkami i wiecami blokował restrukturyzację i prywatyzację? Wrzodak jest za. Ursus nie protestuje. Czyżby związkowcy zmiękli?

- Dojrzeli, zrozumieli, że dalej nie da się żyć na koszt podatnika - twierdzi Arkadiusz Krężel, prezes Agencji Rozwoju Przemysłu, która ma w Ursusie prawie 24 proc. udziałów. - Ludzie byli już zmęczeni tym, że Ursus przez osiem lat był symbolem konserwatyzmu gospodarczego. Sam Wrzodak zaś zderzył się z realną oceną swoich działań i poglądów, kiedy w 1997 r. przegrał wybory do Sejmu. - Przede wszystkim jednak był to ostatni dzwonek dla Ursusa, bo w 1997 r. zakłady były bardzo bliskie bankructwa - mówi Krężel.

Polityka 24.1999 (2197) z dnia 12.06.1999; Gospodarka; s. 64
Reklama