Archiwum Polityki

Daleka droga do Kurdystanu

- Kurdystan?! Co to jest Kurdystan?! Nie ma żadnego Kurdystanu! - wściekł się w czasie skądinąd sympatycznej rozmowy właściciel lodziarni w Ankarze. W południowo-wschodniej Turcji obowiązuje prawo stanu wyjątkowego. W zależności od sytuacji poszczególne miasta, wsie, doliny są strefą zakazaną dla cudzoziemców albo tylko dla ich gorszej części - dziennikarzy. Powodów może być wiele: właśnie zaatakowali rebelianci z Partii Pracujących Kurdystanu - PPK (właśnie rozpoczął się proces ich lidera Abdullaha Ocalana, porwanego w Kenii przez tureckich agentów); ruszyła kolejna ofensywa armii rządowej, która w pogoni za "terrorystami" znowu się zapędzi daleko w głąb Iraku; wybuchła gdzieś bomba; zbliżają się wybory i zaraz parę regionów albo po prostu cały południowy wschód zostaje ogłoszony zoną zamkniętą. Jak to w demokracji.

Najgorsze przyszło w 1992 r. PPK stała wówczas u szczytu potęgi. Kontrolowała całe połacie kraju i w dniach poprzedzających Nowruz, kurdyjski Nowy Rok (21 marca), wezwała do serilhildanu, co w przybliżeniu odpowiada palestyńskiej intifadzie. Zwłaszcza położone nad iracką granicą miasto Cizre stało się sceną antytureckich demonstracji. Na czele rozpalonego pochodu szły kobiety i dzieci. Policjanci - według zagranicznych obserwatorów ewidentnie żądni krwi - nie zamierzali się temu biernie przyglądać.

Polityka 25.1999 (2198) z dnia 19.06.1999; Na własne oczy; s. 100
Reklama
Ilustracja. Osoby czytające Politykę na różnych nośnikach.

Dołącz do nas!

Będziesz mógł czytać wszystkie teksty autorów „Polityki”.

Subskrybuję

Jesteś już prenumeratorem?

Zaloguj się >