Archiwum Polityki

Straszne pieniądze

W naszą ziemię wsiąkło już 30 miliardów dolarów, a proporcje zwolenników i przeciwników zagranicznych inwestycji od lat prawie się nie zmieniają. Jedno z dwojga: albo wyłaniające się z biegiem czasu pożytki i wady równoważą się, albo nasze uprzedzenia są na tyle silne, że nic ich nie przełamie.

Nasz stosunek do cudzoziemców w ogóle rzadko bywa uprzejmo-obojętny, tak typowy dla kupieckich narodów zachodniej Europy. Kochamy albo nienawidzimy, ufamy bezgranicznie albo podejrzewamy o najgorsze, mówimy o obopólnych korzyściach, ale w nie nie wierzymy. Jeżeli cudzoziemiec kupił polską fabrykę, to albo on nas oszwabił, albo my jego.

Ten schematyczny i jednostronny obraz naszego stosunku do zagranicznych inwestorów można nieco zniuansować: wprawdzie taki cudzoziemiec przywozi z sobą lepszą technologię i organizację, wzbogaca nasz rynek i eksport, a przede wszystkim daje pracę - ale z drugiej strony (tak uważają niechętni cudzoziemcom) wywozi część albo i cały zysk, zapewne oszukuje na podatkach, a już na pewno uwiera naszą dumę narodową.

Polityka 29.1999 (2202) z dnia 17.07.1999; Gospodarka; s. 61
Reklama
Ilustracja. Osoby czytające Politykę na różnych nośnikach.

Dołącz do nas!

Będziesz mógł czytać wszystkie teksty autorów „Polityki”.

Dołączam

Jesteś już prenumeratorem?

Zaloguj się >