Archiwum Polityki

Czarodziej Szlanta

Prezes Krzysztof Piotrowski, doświadczony okrętowiec i główny animator sukcesu Stoczni Szczecińskiej, dziś inwestuje w dziedziny nie mające ze statkami nic wspólnego. Natomiast Janusz Szlanta, prezes Stoczni Gdynia, bankowiec, o którym mówią, że nie odróżnia dziobu od rufy, nie dość, że kupił upadłą Stocznię Gdańską, to na dodatek zamierza przejąć cztery stocznie od norweskiego koncernu Kvaernera. Długo jeszcze nie będzie wiadomo, która strategia jest lepsza.

Co produkuje stocznia? - spytał kiedyś Szlanta załogę. Stoczniowcy odpowiedzieli: statki. A on, że nie, że pieniądze. I od czasu do czasu przypomina im tę prawdę, którą jeszcze niedawno w stoczniowej branży uznawano niemal za herezję.

Wiosną 1997 r., choć prawo nie stwarzało takich możliwości, Włodzimierz Cimoszewicz, wówczas premier, zapowiedział oddanie Stoczni Gdynia dużo lepiej prosperującej Stoczni Szczecińskiej. Dlaczego Gdynia stanęła wtedy okoniem? - Myśmy dużo wcześniej, już w 1995 r.

Polityka 29.1999 (2202) z dnia 17.07.1999; Gospodarka; s. 64
Reklama
Ilustracja. Osoby czytające Politykę na różnych nośnikach.

Dołącz do nas!

Będziesz mógł czytać wszystkie teksty autorów „Polityki”.

Dołączam

Jesteś już prenumeratorem?

Zaloguj się >