Archiwum Polityki

Fachowcy jak wino

Polak po czterdziestce zaczyna się bać. Oprócz lęku o zdrowie gnębi go strach przed utratą pracy i przekonanie, że nowej już nie znajdzie. Nie zawsze tak jest. Do łask wraca prawda, że dobry pracownik to pracownik z doświadczeniem.

Stres Teresy Filipskiej z Warszawy nasilił się, gdy polska firma audytorska, w której była szefem oddziału, została wchłonięta przez międzynarodowego giganta. Procedury w nowej firmie nie przewidywały pracy z dokumentami papierowymi – do czego przywykła – ale wyłącznie na komputerze. Z klientami nierzadko trzeba się porozumiewać po angielsku, w czym także nie czuła się mocna. Zdała sobie sprawę, że fakt, iż jest wykwalifikowaną biegłą rewidentką, doskonale radzącą sobie z ciągle zmieniającymi się przepisami, może nie mieć dla pracodawcy decydującego znaczenia.

54-letnia kobieta starała się nadrabiać braki pracowitością. Ujeżdżała komputer nierzadko do 22.00 wieczorem, ale opuszczając biuro widziała, że wcale nie jest ostatnia. Zajmowała ją tylko praca, w niedzielę okazywało się, że nie potrafi już odpoczywać. Napięcie powodowało kłopoty ze snem, a kiedy wreszcie zasnęła, słyszała „pani już dziękujemy”. Po kilku miesiącach, gdy te słowa skierowano do niej na jawie, poczuła... ulgę, że koszmar się skończył.

Ciasno na szczycie

Mocno skonfundowany zwolnieniem poczuł się natomiast Adam Kompowski. Właśnie wdrapał się na szczyt międzynarodowej firmy Sodexo. Podlegały mu oddziały w Polsce, Czechach, na Słowacji, Węgrzech i w Indiach. Zdziwienie brało się stąd, że to właśnie on od zera instalował Sodexo w Polsce. Mając kilka ofert od łowców głów, wybrał tę francuską firmę, gdyż gwarantowała mu największą samodzielność.

Niektóre koncerny mają tak ścisłe procedury, że do obowiązków prezesa w danym kraju należy tylko ich dokładne przestrzeganie i raportowanie o tym do centrali – wyjaśnia Kompowski. – Tymczasem ja zauważyłem, że koncepcja Sodexo w stosunku do Polski może się okazać nietrafiona i chciałem ją zmodyfikować.

Polityka 2.2004 (2434) z dnia 10.01.2004; Gospodarka; s. 32
Reklama