Archiwum Polityki

Saud ściąga buty

Niedawno świat obiegła wiadomość, że w szkole średniej dla dziewcząt w Mekce wybuchł pożar. Na miejscu zdarzenia pojawili się strażacy oraz policja religijna. Dziewczęta uciekające z płomieni zostały zapędzone kijami z powrotem do szkoły, bo były niewłaściwie ubrane – nie miały na sobie ani sukien-płaszczy, ani chust. Kilkanaście udusiło się w dymie.

Podczas wojny w Zatoce Perskiej na terytoriach saudyjskich pojawiło się 550 tys. żołnierzy Stanów Zjednoczonych, w tym kobiety w mundurach z krótkimi rękawami (bo upał). Z powodu stroju były bite kijami przez policjantów religijnych po nagich łokciach, choć przecież jako sojuszniczki miały chronić Arabię Saudyjską przed atakiem wojsk Saddama Husajna, który po Kuwejcie zamierzał dobrać się do państwa Saudów.

Będąc niedawno w królewskim hotelu w Dżiddzie słyszałem, jak tłumaczka ministerialnej delegacji zagranicznej próbowała zatelefonować do swego kraju.

Polityka 28.2004 (2460) z dnia 10.07.2004; Świat; s. 47
Reklama