Archiwum Polityki

Dużo w małych

Znużeni wizytami w dużych, znanych i zatłoczonych restauracjach szukamy maleńkich lokalików, ale za to pełnych domowych, polskich smaków. I znajdujemy je. Warszawa staje się – wzorem niedościgłego w tej dziedzinie Krakowa – zagłębiem gastronomii rodzinnej.

Kiedyś, dawno, dawno temu, jeszcze przed I wojną światową, przy masarniach, mleczarniach, sklepach z towarami kolonialnymi były pokoje śniadaniowe. Kilka stolików, przy których można się było pożywić nie tylko zresztą w porze śniadaniowej. Podawano proste dania przygotowywane na ogół z produktów sprzedawanych w sklepie. Lokaliki te nie prowadziły wyszynku. W niektórych można się było napić najwyżej piwa.

Sądząc z literatury wspomnieniowej były bardzo popularne, szczególnie wśród tych, którzy albo nie mieli czasu na posiłek w restauracji, albo nie było ich po prostu na to stać.

Polityka 9.2004 (2441) z dnia 28.02.2004; Społeczeństwo; s. 102