Statystów nie muszę znać, a aktora o takim nazwisku nigdy nie spotkałem. Ale wydaje mi się, że dość podobny gość kręcił się na planie – mówi Maciej Ślesicki, reżyser „Sary”. – Pana Ostrowskiego znamy od paru lat. Ta znajomość to efekt zamiłowania Bogusława do broni – przyznaje Lidia Popiel, żona Bogusława Lindy. – Zrobiłam zdjęcie męża z granatnikiem w ręku do wydanej przez Ostrowskiego książki o samolocie F-16, ale o jego rolach filmowych nic nie wiem.
Filmowych ról prezesa Ostrowski Arms nie znają też jego współpracownicy. – Wiem o nim tylko tyle, co on sam podał na internetowej stronie firmy, a prezes z kolei wie o mnie tyle, co napisałem o sobie jako autor książki o historii przetargu wygranego przez F-16 – mówi mjr Andrzej Adamczyk (od 1 lutego br. już rezerwy), były oficer prasowy byłego wiceministra obrony Romualda Szeremietiewa. – Takie przyjęliśmy zasady współpracy.
Być może jest jeszcze jakiś inny Ostrowski, a może prezes Ostrowski swoimi dotychczasowymi „kiepskimi” filmowymi rolami nie chce się chwalić. Niewiele też mówi o ostatniej roli – wielkiego handlarza bronią – w której sam się obsadził. Chociaż może właśnie do tej, w amatorskim zdawałoby się filmie, zaangażował go jakiś znany reżyser.
W latach PRL Polska była największą po ZSRR kuźnią broni wśród państw Układu Warszawskiego. Podwaliny pod naszą zbrojeniówkę powstały już w II RP, kiedy zbudowano kilkanaście dużych jak na tamte czasy zakładów, tworzących Centralny Okręg Przemysłowy. Impulsem do ich dalszej rozbudowy i do stawiania nowych fabryk broni była w latach 50. wojna koreańska i późniejszy wyścig zbrojeń. W rezultacie w połowie lat 80. w polskim przemyśle obronnym pracowało bezpośrednio 250 tys.