Archiwum Polityki

Szansa na ferment

Chcę każdemu odwiedzającemu Teatr Polski we Wrocławiu stworzyć wrażenie, że jest wyjątkowym i najważniejszym naszym gościem. Tak jest na świecie. Pokazywali mi teatr na Manhattanie: cztery bary, klimatyzacje, fotele odsunięte jak przed telewizorem, żeby widz nie dotykał się łokciem z sąsiadem. A na zapleczu: jedna klitka - garderoba dla gwiazdy, reszta przebiera się na korytarzu. Brud, nieporządek. To widz ma mieć u mnie komfort - tłumaczył mi właściciel teatru.

Kim jest dzisiaj dyrektor teatru?

Technokratą, czyli kimś, kto zarządza sztuką. Administratorem z wyobraźnią. Przedstawicielem pracodawcy o niejasnym statusie prawnym i ekonomicznym, trochę poetą, trochę księgowym. Z nieograniczoną odpowiedzialnością i ograniczonymi kompetencjami. Bywa miłośnikiem przyrody.

W 1989 r. objął pan dyrekcję Teatru Polskiego we Wrocławiu. Co się przez te dziewięć lat zmieniło w teatrze?

Po pierwsze - zmieniła się polityka kulturalna państwa wobec teatrów: z roku na rok jest coraz mniej pieniędzy.

Polityka 5.1999 (2178) z dnia 30.01.1999; Społeczeństwo; s. 72
Reklama