Archiwum Polityki

Zakłócenia komunikacyjne

Udręką polskiej Temidy są nie tylko protestujący chłopi, lecz politycy. Tam gdzie doszło do ewidentnych przestępstw podczas blokad dróg, prokurator będzie ścigał, a sąd sądził. Ale co z dwoma tysiącami wniosków skierowanych do kolegiów do spraw wykroczeń o złamanie przepisów porządkowych, skoro rząd oznajmił, że blokowanie dróg - jako forma protestu - było uzasadnione? I jaką w związku z tym mają szansę na odszkodowania poszkodowani w wyniku blokad - np. firmy transportowe?

Jak zwykle, kiedy w tle znajduje się polityka, wymiar sprawiedliwości dostaje febry. Stosunkowo najprostsze wydają się być przypadki kryminalne, gołym okiem widziane w telewizji; brutalne bicie kierowców forsujących blokadę, rzucanie butelek z benzyną w stronę interweniujących policjantów. Lecz sam obraz telewizyjny nie zawsze jest dla prokuratora wystarczający nawet do wszczęcia dochodzenia z urzędu. Potrzebne jest zawiadomienie o przestępstwie (lokalne władze najwyraźniej nie palą się do tego), zeznania pokrzywdzonych (których uszczerbek bywa mniejszy, niżby się pierwotnie wydawało) i świadkowie (czyli - szukaj wiatru w polu).

Doświadczenia wielowątkowego śledztwa, toczącego się po brutalnej, górniczej demonstracji w Warszawie w 1995 r., w wyniku której jeden z policjantów został kaleką, są przygnębiające. Mimo okazywanych zdjęć i przesłuchania setek świadków prokurator musiał umorzyć postępowanie z powodu niewykrycia sprawców. A rzecz działa się pod budynkiem Urzędu Rady Ministrów w stolicy, nie, jak teraz, gdzieś na szosie.

Jest dziś w kraju wszczętych ponad 20 postępowań w sprawach karnych w związku z blokowaniem dróg przez rolników, lecz od pierwszych prokuratorskich decyzji do sporządzenia aktu oskarżenia daleka droga, co dopiero do wyroku skazującego.

Teoretycznie prostsze wydaje się odwieszenie prawomocnych wyroków, które ma na swoim koncie Andrzej Lepper. Sąd w Lublinie wyznaczył już nawet termin rozprawy (na 23 lutego). Nawet jeśli lider Samoobrony złamał prawo w taki sposób, że daje to podstawę do odwieszenia wyroku, wciąż nie wiadomo, jaki będzie ostateczny finał. Nie działa tu prosty automat, rozstrzygnięcie należy do sądu.

Osobną, najliczniejszą kategorią spraw będą wnioski o ukaranie do kolegiów. Ten archaiczny fragment polskiego wymiaru sprawiedliwości jest - w związku z nakazem nowej konstytucji - w likwidacji, co od dawna widać także po poziomie orzecznictwa.

Polityka 8.1999 (2181) z dnia 20.02.1999; Kraj; s. 25
Reklama