Archiwum Polityki

Starsky & Hutch

Serial o tym samym tytule, z parą wiecznie skłóconych, łamiących prawo gliniarzy z Kalifornii, był jedną z najzabawniejszych amerykańskich produkcji telewizyjnych lat 70. Nic dziwnego, że młody reżyser Todd Phillips, pamiętający zapewne serial „Starsky & Hutch” z opowiadań rodziców, uznał, że warto przypomnieć komediowe wyczyny niesfornych gliniarzy nowemu pokoleniu widzów. Niestety, zabrakło mu na to pomysłu. Jego film wygląda jak kopia jednego z historycznych odcinków, odegrana w realiach sprzed 30 lat (dziś już retro). Zahamowany, nieco sztywny Starsky, poruszający się dziwacznym Fordem Gran Torino, pomalowanym w biało-czerwone paski, oraz jego wyluzowany partner, marzący o karierze mafioso, otrzymują zadanie rozwikłania tajemniczego morderstwa. Poziom aktorstwa – przykro to pisać – jest dość żenujący. Ben Stiller jako Starsky i Owen Wilson jako Hutch starają się, ale stać ich tylko na niewybredne grepsy.

Janusz Wróblewski

+++ świetne
++ dobre
+ średnie
– złe
Polityka 18.2004 (2450) z dnia 01.05.2004; Kultura; s. 57
Reklama