Archiwum Polityki

Kompromis po belgijsku

Belgia to przypadek dziejowy, który przerodził się z czasem w konieczność. A ponadto, gdyby nie istniało drobnomieszczaństwo, Belgia by je wymyśliła. Gotowe do niejasnych kompromisów, autoironiczne, wietrzące wszędzie surrealizm.

To ryzykowne – umieścić w jednym terrarium dwie różne społeczności. Jedna wyrosła z kultury łacińskiej (Walonowie), a druga z germańskiej (Flamandowie), ale musiały się nauczyć współżycia. I, niezależnie od panujących między nimi napięć, obie na tym zyskały. Ich przyjaźń rodziła się pośród trudności, rozczarowań, wzajemnych żalów. Ale nigdy nie doszło między nami do znaczących ekscesów, takich jak w Irlandii.

Wspólne życie w jednym państwie wzbogaca obie strony.

Polityka 15.2004 (2447) z dnia 10.04.2004; Świat; s. 52