Archiwum Polityki

Człowiek z polderu

Holender, który we własnych oczach swobodnie porusza się na arenie międzynarodowej, czuje się nieco zagrożony. Na szali pojawiła się więc narodowa tożsamość, a obiektem nowej fiksacji stał się własny pępek. Zupełnie jakby z rozszerzeniem Unii granice się skurczyły.

Proszę mi pozwolić zacząć od spowiedzi, tym bardziej że w Polsce, jak się wydaje, jest ona wciąż jeszcze na porządku dziennym, choć tu, w Holandii, ze względu na daleko posuniętą sekularyzację, można ją traktować jako relikwię. W znaczeniu przenośnym rzecz jasna. Korzystając z tajemnicy waszego konfesjonału zdobędę się na wyznanie, że nigdy jeszcze nie byłem w waszym kraju. Więc jak tu ludziom, których się nie zna, objaśniać głębię natury homo nederlandicus?

Z drugiej jednak strony udało mi się poruszyć już aż trzy kwestie kluczowe dla uprzytomnienia sobie, czym jest Holandia Anno 2004. Rzeczywiście jest to kraj, gdzie Kościół się skończył, a sutanna jest pamiętana jako rekwizyt z czarno-białego filmu; kraj, gdzie homoseksualiści, holenderscy czy obcy, mogą się pobierać; kraj, gdzie wzrok sięga daleko za horyzont, w pierwszym rzędzie za Ocean Atlantycki. Zacznijmy od tego ostatniego, bo pomoże to w wyjaśnieniu, dlaczego jeszcze nigdy nie byłem w Polsce, podobnie zresztą jak znakomita większość Holendrów.

Wszyscy kierujemy wzrok na zachód, nie na wschód.

A już na pewno nie na Wschód, który tak długo zasłonięty był żelazną kurtyną. Nie mieliśmy tam czego szukać, a i dziś niewiele się w tym względzie zmieniło. Holendrzy to z dawien dawna entuzjastyczni Europejczycy, jednak dla swego bezpieczeństwa spoglądają chętnie w stronę Waszyngtonu. I chociaż Holandia wraz z Niemcami i Francją należy do założycieli Unii Europejskiej – przez co zdają się istnieć specjalne więzy między krajami pierwszej Szóstki – to przecież potężni sąsiedzi w żadnym wypadku nie powinni dyrygować całością. Wzajemna przyjaźń zdaje się więc być historią wzajemnej nieufności.

W tym nizinnym kraju z upływem czasu ideały europejskie solidnie wypłowiały.

Polityka 19.2004 (2451) z dnia 08.05.2004; Świat; s. 48
Reklama