Archiwum Polityki

Słaba trójka

Premierze ostatniej części trylogii braci Wachowskich towarzyszył rozgłos, jakiego dawno nie miał żaden film. Rynek zasypano gadżetami, w modzie są czarne płaszcze, a krytycy znów muszą zajmować się pogmatwanym światem filmu, z którego niewiele rozumieją, a który tak pokochała młodzież.

Film położył kres niekończącym się spekulacjom na temat tajemnic „Matriksa”. Wiadomo już wszystko: siły Zionu, a więc ludzi uwięzionych we wnętrzu ziemi, gdzie schronili się przed zbuntowanymi maszynami, zdołały powstrzymać inwazję cyborgów sterowanych przez sztuczną inteligencję. Znamy losy ekranowego mesjasza Neo i zakochanej w nim Trinity, wiemy kto przetrwał, a kto poległ.

A jednak mimo zapewnień, że cyberpunkowy świat „Matriksa” okazał się płaski jak monitor komputera, i zawodzeń, że „Matrix – Rewolucje” to jeszcze większy kicz niż mocno już krytykowana część środkowa tryptyku – warto poświęcić chwilę uwagi trylogii jako całości i jeszcze raz spytać, o co w tym wszystkim właściwie chodzi.

Polityka 46.2003 (2427) z dnia 15.11.2003; Kultura; s. 66
Reklama