Archiwum Polityki

Prorok Shuty

Totalna osobowość – mówią o Sławomirze Shutym, autorze wydanej niedawno powieści „Zwał”, koledzy z krakowskiego pisma „Ha!art”. Fotografuje, reżyseruje, promocje książek zmienia w performance, pisze manifesty antykonsumpcyjne. Zaczyna być o nim głośno.

Poprzednie dwie książki Shutego wydał undergroundowy „Ha!art” (Janek Sowa i Piotr Marecki, twórcy „Ha!artu”, obruszają się na określenie underground, nie chcą etykietek: „Nie jesteśmy undergroundem. Nikim nie jesteśmy”). W przeciwieństwie do wcześniejszych książek Shutego „Zwał” zbiera dobre recenzje. Marecki uważa, że to pozytywna strona wyjścia z niszy, bo komercyjne wydawnictwo jest w stanie zapewnić autorowi przychylność prasy.

W „Zwale” (zwał, czyli zejście, zjazd, zwałka, przybicie, syf, glątwa, kefa – wyjaśnienie na okładce książki) prorok antykonsumpcji – jak mówi o sobie Shuty (rocznik 1973) – bez znieczulenia boruje w rzeczywistości spróchniałej od wyścigu szczurów i pogoni za kasą. Opis stosunków w oddziale wielkiego komercyjnego banku to jak w soczewce skupiony obraz społeczeństwa czasów popkomercji.

Dzieciństwo Shutego, czytaj zhutego

Co robił Sławomir Shuty, zanim został prorokiem? Przez prawie 30 lat mieszkał w Nowej Hucie, formalnie dzielnicy Krakowa, w rzeczywistości socrealistycznym miasteczku przyłączonym do stołeczno-królewskiego grodu.

Shuty uważa, że w Nowej Hucie tkwi ogromny potencjał literacki i filmowy. Sam obficie z niego korzysta. Bohaterami jego książek są znajomi i nieznajomi z osiedla, bezrobotni, blokersi ogłupieni przez reklamy. Ironicznie opisuje tzw. codzienne życie: święta (w opowiadaniu pod tym tytułem w noc wigilijną szynka mówi ludzkim głosem), wyjazd na saksy, bezrobocie, wizytę księdza po kolędzie. Ze względu na liczne wątki autobiograficzne używa pseudonimu. Ale rodzice już go skojarzyli.

Shuty: – Dorwali powieść „Bełkot”. Kiedy trafili na zdanie: „Złapała pana Boga za kutasa”, wezwali mnie na poważną rozmowę.

Polityka 42.2004 (2474) z dnia 16.10.2004; Kultura; s. 72
Reklama