Archiwum Polityki

Państwo tanie niesłychanie

Obok becikowego, dłuższych urlopów macierzyńskich, emerytur górniczych, milionów mieszkań i setek kilometrów autostrad premier Marcinkiewicz postanowił przynieść też w darze tanie państwo. Ile to będzie kosztować?

Dla pozostania w zgodzie z faktami trzeba przypomnieć, że tanie państwo fundowała nam każda kolejna ekipa. Od 1996 r., kiedy to Marek Pol, wicepremier w rządzie Włodzimierza Cimoszewicza, przeprowadzał pierwszą dużą reorganizację centrum, w wyniku której miało powstać mało ministerstw w małej obsadzie (nie udało się, gdyż Polska resortowa broni się dzielnie), poprzez gabinet Leszka Millera, który powołał najmniejszą liczbę konstytucyjnych ministrów i skomasował niektóre urzędy centralne, aż po wicepremiera Jerzego Hausnera, który ograniczał liczbę wiceministrów i członków gabinetów politycznych w resortach, a także toczył boje o zmniejszenie liczby samochodów służbowych czy telefonów komórkowych.

Moda na tanie państwo jest wieczna, a bardziej doświadczeni urzędnicy przypominają, że obchodzimy właśnie dwudziestą rocznicę zmagań o realizację tej idei

i wspominają, jak to gen. Czesław Kiszczak, realizując rządowe decyzje, iż państwo musi być tańsze, zmniejszał liczbę telefonów na urzędniczych biurkach. Wkrótce obchodzić będziemy dziesiątą rocznicę zmagań o tanie państwo premiera Waldemara Pawlaka, który postawił na tanie, bo polskie produkty i zaczął jeździć Polonezami, które miały tę przykrą właściwość, że dojeżdżały do rogatek miasta, gdzie już premier mógł spokojnie przesiąść się do zachodniej limuzyny, a Polonezy wracały do specjalnie uruchomionych i pracujących w systemie wielozmianowym warsztatów celem wykonania niezbędnych remontów. Karoseria z trudem bowiem znosiła wielkie silniki, w jakie owe „tanie” pojazdy wyposażono.

Program Kazimierza Marcinkiewicza jest obszerny i kompleksowy. Obejmuje zarówno likwidację wielu urzędów, ich delegatur, agencji i funduszy, zmniejszanie administracji, kosztów obsługi administracji, a także standaryzację stanowisk, tak aby każde zostało porządnie opisane i kilka czy nawet kilkanaście osób nie wykonywało tych samych czynności.

Polityka 49.2005 (2533) z dnia 10.12.2005; Kraj; s. 28
Reklama