Archiwum Polityki

Szklana pułapka

Od 16 lat po każdych wyborach rusza w Polsce ten sam z grubsza taniec, którego ekranowy wyraz opisuje Teresa Bogucka. Zwycięzcy, zbulwersowani „ujawnionym” w kampanii brakiem obiektywizmu publicznej telewizji, postanawiają ją ostatecznie naprawić – inaczej mówiąc: przejąć – a telewizja próbuje się bronić. Czasem oznacza to otwarty konflikt. Częściej próbę szukania kompromisu.

Ten zapowiadany wcześniej przez Lecha Kaczyńskiego powyborczy taniec na dobre ruszył w ubiegłym tygodniu, kiedy Tomasz Markowski, wiceszef kluby sejmowego PiS, nieoczekiwanie powiedział w Radiu Pomorza i Kujaw, że „Myśmy jako prawica (...) nie mieli żadnego realnego wpływu na media publiczne. Teraz chcemy go mieć mimo tego, że będzie krzyk i hałas się podnosił, rwetes i lament. Chcemy rzeczywiście mieć bardzo silny wpływ na media”. Brzmiało to tak bulwersująco, że aż niewiarygodnie.

Polityka 48.2005 (2532) z dnia 03.12.2005; Temat tygodnia; s. 19
Reklama