Archiwum Polityki

Z pamiętnika myśliwego

Chrrrup! – No, teraz powinno puścić! – Pan Gienek mocniej przekręca łeb i rzeczywiście: tułów opada na trawę, a głowa zostaje mu w rękach. Ręce są czerwone do łokci. Pozostali uczestnicy tej sceny uważnie się przyglądają.

Głowa sarny wędruje z rąk do rąk. Następuje fachowa wymiana zdań na temat właściwości poroża, jego kształtu i domniemanej wagi po preparacji. Medalowiec czy nie? Chyba medalowiec. Trochę go szkoda. Młody. Było zaczekać ze dwa lata, aż pokryje sarnę. Mielibyśmy więcej medalowców.

Ostatecznie głowa sarny ląduje na progu leśniczówki, obok kilku podobnych. Zabierze je pani kucharka, która dorabia jako preparator, co zresztą jest logiczne, jako że podstawą preparacji jest dobre wygotowanie.

Polityka 5.2003 (2386) z dnia 01.02.2003; Społeczeństwo; s. 76