Archiwum Polityki

Włoska uczta

Kupiłem w Dominusie (moim ulubionym warszawskim sklepie winiarskim otwartym przed paroma miesiącami przy ul. Wielickiej 36) trzy butelki wspaniałego toskańskiego wina: łagodnego merlota – Lamaione, gładkiego, wręcz aksamitnego chianti rufino – Montesodi i dość agresywnego, ostrego w smaku cabernet sauvignon – Mormoreto.

Zdecydowałem się na ten niemały bądź co bądź wydatek, bo tęsknota za włoską kuchnią zakłóca rozsądne myślenie. Postanowiłem też w najbliższy weekend zaprosić przyjaciół na włoską ucztę. Przygotuję spaghetti alla scogliera – czyli makaron z owocami morza, oraz polpettone alla fiorentina, tj. klops po florencku.

Myśl o przyrządzaniu tych wspaniałości znacznie wzmogła apetyt i nostalgię za Florencją, Sieną, Pizą czy Perugią. Jedynym lekarstwem na coraz silniejszy stres kulinarny byłaby wizyta w którejś z warszawskich restauracji włoskich.

Polityka 41.2001 (2319) z dnia 13.10.2001; Społeczeństwo; s. 90