Archiwum Polityki

Partia bez betonu

Konwencja amerykańskiej Partii Republikańskiej przypominała mecz koszykówki ligi NBA – „na parkiecie sami czarni, na widowni niemal bez wyjątku biali”, jak powiedział (politycznie niepoprawny) satyryk Bill Maher. Tylu Murzynów, ilu przewinęło się przez scenę i mównicę tegorocznej przedwyborczej konwencji w Filadelfii, nie pojawiło się prawdopodobnie w całej historii odbywających się co cztery lata zjazdów. Najwyraźniej partia starała się zmienić oblicze. Chodzi zresztą nie tylko o Murzynów, bo niemal równie licznie paradowali na republikańskiej trybunie Latynosi i kobiety, a nie zabrakło nawet jawnego geja i rabina.

Konwencja przypominała festiwal wielokulturowości i etniczno-rasowej różnorodności, podkreślający w dodatku takie społeczne wątki jak oświata, ochrona środowiska i troska o emerytów. Republikanie, od lat rzecznicy białych zamożnych protestantów, stanęli na głowie, aby pokazać, jacy są mili, otwarci i tolerancyjni. Wszystko oczywiście po to, aby wprowadzić do Białego Domu swojego oficjalnie już namaszczonego kandydata George’a W. Busha. Wiele wskazuje na to, że może im się to udać.

Polityka 33.2000 (2258) z dnia 12.08.2000; Świat; s. 35