Archiwum Polityki

Czas szarańczy

Nowe władze w Belgradzie aresztowały Slobodana Miloszevicia i postawiły mu ciężkie zarzuty, za które grozi nawet kara śmierci. Czy wystarczy, by sprawiedliwość wymierzono mu tylko w Belgradzie? Sąd nad despotą nie powinien być sądem nad Serbami, choć przez lata Miloszević miał ich masowe poparcie. Ale nie może też zamienić się w sąd nad NATO i Białym Domem za rządów Billa Clintona. Win i zbrodni reżimu Miloszevicia nie godzi się zrównywać z błędami, ignorancją i obłudą Zachodu w kwestii bałkańskiej.

Takich zrównujących głosów nie brakowało i podczas krwawej wojny w Bośni, i podczas bombardowań Serbii. Brzmią one tak, jakby akcja NATO w Kosowie była tyle samo warta moralnie i politycznie, co haniebny najazd komunistycznych armii Układu Warszawskiego na Czechosłowację w1968 r. I jakby Polacy grali znów rolę pachołków, tym razem Wielkiego Brata nie z Moskwy, lecz Waszyngtonu. I jakby, co gorsza, czynili to nie pod przymusem i szantażem, jak podczas dławienia praskiej wiosny, ale z bałwochwalczego uwielbienia dla jankeskiego imperium zła.

Polityka 15.2001 (2293) z dnia 14.04.2001; Świat; s. 38
Reklama
Ilustracja. Osoby czytające Politykę na różnych nośnikach.

Dołącz do nas!

Będziesz mógł czytać wszystkie teksty autorów „Polityki”.

Subskrybuję

Jesteś już prenumeratorem?

Zaloguj się >