Archiwum Polityki

Na złość kibicom

Piłka nożna – gra skądinąd piękna i najbardziej popularna – ma swoje blaski i cienie. Na mundialu widać jedne i drugie. Tak, to święto sportu, ale bardzo brutalnego. Zawodnik będący w posiadaniu piłki, zwłaszcza kiedy biegnie na bramkę przeciwnika, może być prawie pewien, że zostanie podcięty, ktoś podstawi mu nogę, z całej siły go popchnie, uderzy w plecy, ściągnie za koszulkę lub przewróci w inny sposób. Jeżeli mimo to dobiegnie, a nie skończy na plecach lub na brzuchu, to może mówić o szczęściu.

Niektóre zagrania dozwolone przepisami, choćby wślizg, rzadko bywają czyste i tylko na piłkę, często są bolesne, a nawet brutalne. W powietrzu, w wyskoku do piłki, z reguły dochodzi do przepychanki, opierania się na ramieniu rywala, wchodzenia po jego plecach. Przypadkowe zderzenia, a nawet umyślne uderzenia w głowę, w twarz czy w szyję, nie są niczym niezwykłym. Na porządku dziennym jest podstawianie tzw. stołka, a także dyskretne kopnięcie leżącego. Nawet światowej sławy angielski osiłek Rooney na oczach milionów potrafi kopnąć leżącego przeciwnika piętą w krocze. To już jest bestialstwo. Kiedy idzie o wielką stawkę, futbol niejednokrotnie przypomina wolną amerykankę.

To sport piękny – owszem, przyznaję, ale zakłamany bardziej niż inne. W porównaniu z piłką nożną boks to sport dżentelmenów. Stało się regułą, że piłkarz, który sfaulował, niewinnie unosi rączki do góry na znak, że on nikogo nie dotknął. Bokser sędziego słucha, piłkarz z sędzią się kłóci. Jest niewinny jak lilia. Patrzy w stronę sędziego zdziwiony, że ten w ogóle gwizdał. Wtedy rozkłada rączki w geście bezsilności wobec bezpodstawnej decyzji arbitra. Niektórzy wręcz unoszą ręce błagając o wsparcie niebiosa albo modląc się do sędziego. Zagranie pokazywane potem w zwolnionym tempie niejednokrotnie ujawnia wręcz złą wolę takiego niewiniątka.

Polityka 27.2006 (2561) z dnia 08.07.2006; Passent; s. 104
Reklama