Archiwum Polityki

Przypadek ojca dyrektora

Okropne wrażenie robi – czytany w zachodnich gazetach – przekład głupstw o. Tadeusza Rydzyka na angielski. Brzmi to jeszcze gorzej niż po polsku, jeszcze bardziej prostacko. My to nieszczęście usiłujemy jakoś oswoić. Robimy sobie żarty z nieskładnej mowy, pocieszamy się, że to tylko jakiś odłam w Kościele, bardziej odchodzący w przeszłość ludowy folklor religijny niż znacząca siła.

Robimy to – „my” oznacza tu liberalnie demokratycznych wykształciuchów i katolickich otwarciuchów – w poczuciu bezradności i upokorzenia, że to widowisko może trwać tak długo, choć przynosi nam tyle szkód.

Przeczytałem o Rydzyku na witrynie amerykańskiego Centrum im. Wiesenthala. Tego samego, które uruchomiło akcję protestów przeciwko działaniom Rydzyka, jeszcze zanim uczyniło to krakowskie Centrum Kultury i Dialogu. Trochę wstyd, że pierwszy odezwał się rabin Marvin Hier, założyciel Centrum Wiesenthala w Los Angeles.

Rabin z punktu napisał dwa listy: do przełożonego o. Rydzyka o. Josepha Tobina, generała zakonu redemptorystów, i do abp. Józefa Michalika, przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski. „Ksiądz Tadeusz Rydzyk nie jest tylko jednostką, lecz jako kapłan przemawia w imieniu Kościoła katolickiego i to Kościół musi go zdyscyplinować”.

Ale czy to nie jest jedno więcej z tych pobożnych życzeń, które pojawiły się wraz ze spekulacjami polskich gazet, że o. Tobin ma dość sprawy Rydzyka. Przecież jest tajemnicą publiczną, ilu biskupów, duchownych i współbraci sympatyzuje z ks. Rydzykiem.

Sedno problemu z o. Rydzykiem nie polega nawet na antysemityzmie, lecz na tym, że wielu ludzi wierzy w niego jak w biblijnego proroka, a on odcina od tego wszelkie możliwe kupony. Nie abp Michalik, nie abp Nycz, nie kardynał Dziwisz, za chwilę już nawet nie papież Polak są dziś twarzą Kościoła w Polsce, lecz właśnie ojciec dyrektor.

Polityka 30.2007 (2614) z dnia 28.07.2007; Flesz. Ludzie i wydarzenia; s. 16
Reklama