Archiwum Polityki

W saunie wszyscy są równi

Rozmowa ze Stefanem Widomskim, wiceprezesem koncernu Nokia

Zawistni określają Finlandię złośliwym mianem Nokialandu – kraju, którego dobrobyt wynika z niespotykanej koniunktury jednej firmy.

W Finlandii mieszkam od ponad 30 lat. Pozwala mi to z właściwej perspektywy oceniać zmiany, jakie zaszły w tym czasie. W latach sześćdziesiątych, a nawet siedemdziesiątych Finlandia była jeszcze krajem dosyć zamkniętym. Pamiętam, że w przedsiębiorstwach, w ówczesnej kadrze kierowniczej odpowiedzialnej za kontakty międzynarodowe, dominowali ludzie szwedzkojęzyczni (w Finlandii mieszka wielu Szwedów – przyp. red.), co można wytłumaczyć większą ich kosmopolitycznością, większym otwarciem na świat. Rdzenni Finowie potrzeby takiego otwarcia wówczas nie odczuwali. Kto wtedy słyszał poza Finlandią o Nokii? A był to konglomerat zajmujący się wszystkim: produkcją kaloszy, celulozy, papieru higienicznego, przetwórstwem chemicznym, automatyką przemysłową. Udział elektroniki w naszej ofercie nie przekraczał 10 proc.

Potem jednak nastąpił zwrot, Finlandia postawiła na rozwój nauki i przemysłów zaawansowanych technologii, Nokia skoncentrowała się na elektronice.

To był bardzo złożony proces. Na początku lat osiemdziesiątych najważniejsze siły w kraju: środowiska biznesowe i partie polityczne doszły do wniosku, że szansą Finlandii jest modernizacja. By jej dokonać, należy zreformować i unowocześnić szkoły. W praktyce oznaczało to masową informatyzację szkół. Dziś komputery obecne są nawet w przedszkolach, stały się naturalnym elementem otoczenia.

Zdecydowano również, że należy zwiększyć nakłady na naukę, zacieśniając jednocześnie więzi między przemysłem a instytutami naukowymi i uczelniami. Studenci zaczęli robić prace magisterskie na konkretne zlecenia z takich firm jak choćby Nokia, a nie tylko po to, by porastały kurzem na półkach.

Polityka 37.2001 (2315) z dnia 15.09.2001; Społeczeństwo; s. 96
Reklama