Archiwum Polityki

Pazury praszczura

240 milionów lat temu thekodonty odcisnęły ślady swoich łap i ogonów nad rzeką w Górach Świętokrzyskich. Ponad 20 lat temu ślady te odkryli robotnicy budujący tamę we wsi Wióry. Od kilku tygodni powiaty starachowicki i ostrowiecki toczą grę o to, kto przejmie opiekę nad znaleziskiem. Z thekodontami łatwiej promować powiat w kraju i za granicą.

Dla geologów to jak piękny sen: doskonale zachowane skamieliny jaszczurów krokodylopodobnych z triasu środkowego, przodków dinozaurów, do tego ślady po zupełnie nieznanych nauce kręgowcach i bezkręgowcach. Razem 4,5 tys. skalnych płyt ważących ponad 200 ton. Największe takie odkrycie w Europie, drugie na świecie, i zdarzyło się właśnie w Polsce. Tylko w którym powiecie?

Wygląda na to, że przedpotopowe gady zabawiły dłużej na terenie gminy Pawłów, powiat Starachowice, bo więcej śladów zostawiły na lewym brzegu granicznej rzeki Świślina. Jednak wydobyte okazy zgromadzono w foliowym namiocie na terenie gminy Kunów, prawy brzeg rzeki, powiat Ostrowiec Świętokrzyski. Z punktu widzenia prawa cenne skały należą do Skarbu Państwa. Starachowice chcą przewieźć dobro narodowe do miasta, umieścić w halach nieczynnej huty i tam pokazywać społeczeństwu. Wizja Ostrowca zakłada wystawienie skał niedaleko miejsca ich odkrycia, w pawilonie, który należałoby tam zbudować.

Adrenaliny w walce o adopcję thekodontów dodaje fakt, że już wiadomo, ile biletów sprzedałoby się na paleontologiczną wystawę. Symulacyjne obliczenia w lokalnej prasie wskazują na 700 tys. biletów rocznie.

Dr Rdzanek wydobywa okazy

Kazimierz Rdzanek, warszawski geolog, poświęcił tropom gadów pracę doktorską. Jest konsultantem do spraw geologii przy budowie tamy Wióry, ekspertem naukowym w dziedzinie odkrycia i jego społecznym opiekunem zatrudnianym przez inwestora – Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Warszawie. Mówi, że każdy okaz osobiście wydobył i zabezpieczył. Nic dziwnego, że emocjonalnie związał się ze zbiorami.

W ciągu 20 lat dr Rdzanek odwiedził budowę zapory około 300 razy. Robotnicy widzieli, jak małomówny, niski człowiek w drelichowym ubraniu kręci się po terenie i ogląda skały, ale mało kto wiedział w jakim celu.

Polityka 31.2000 (2256) z dnia 29.07.2000; Kraj; s. 29
Reklama