Archiwum Polityki

Między Kantem a Wolterem

– To nie była instynktowna decyzja, to było natchnienie – wyjaśnia 50-letni Janusz Mames, od ośmiu lat mieszkaniec szałasu w lesie pod Mińskiem Mazowieckim. Uważa się za szczęściarza, bo jest wolny jak nikt inny na świecie. Od żony, od podatków i od poczucia winy. Regina – kobieta jego marzeń – przychodzi czasem do lasu pod postacią anioła.

Policjanci z komisariatu w Dębem Wielkim znają Janusza od lat i mają o nim nie najgorsze zdanie. Traktują jak każdego innego obywatela, a że skargi na niego nikt w powiecie nie składa, więc i władza się nie czepia. Chyba że chce mu pomóc. Tak jak dwa lata temu, kiedy mróz sięgał dwudziestu stopni. Kilkunastu funkcjonariuszy otoczyło wówczas posiadłość Mamesa. Trafił do noclegowni Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Siedlcach, ale wieczorem był już u siebie – w domu, ulepionym z ziemi, igliwia, tektury i czarnego płótna po złamanych przez wiatr parasolkach.

Polityka 28.2001 (2306) z dnia 14.07.2001; Społeczeństwo; s. 78