Archiwum Polityki

Droga do weta

Ustawa reprywatyzacyjna zapewniająca częściowy zwrot majątków znacjonalizowanych w czasach PRL budzi bardzo poważne zastrzeżenia konstytucyjne. Stanowi bowiem, że przywrócenie własności lub wypłacenie rekompensat przysługiwać będzie jedynie tym osobom, które w końcu 1999 r. były obywatelami polskimi, a ponadto zdecydowanie ogranicza krąg spadkobierców mogących się o to ubiegać. Konstytucja tymczasem w żaden sposób nie wiąże prawa własności z obywatelstwem danej osoby. Własność służy na równi każdemu, a więc i cudzoziemcowi. Ochrona dziedziczenia zaś jest na równych zasadach konstytucyjnie zagwarantowana wszystkim (art. 64 ust. 1 i 2). Jeśli zatem prezydent chciałby zawetować tę ustawę, ma w ręku silne argumenty prawne i nie musiałby nawet sięgać do argumentów ekonomiczno-społecznych.

W związku z tą sprawą po raz kolejny pojawia się pytanie, czy względy konstytucyjne mogą stanowić wystarczającą podstawę prezydenckiego weta; czy prezydent musi w takim przypadku kierować wniosek do Trybunału Konstytucyjnego. Konstytucja nie łączy prezydenckiego weta jedynie z zastrzeżeniami o charakterze merytorycznym. Wniosek prezydenta musi być natomiast odpowiednio uzasadniony. Możliwe jest zatem zwrócenie Sejmowi ustawy do ponownego uchwalenia większością 3/5 głosów, gdy jest ona, zdaniem głowy państwa, w sposób ewidentny niekonstytucyjna. Prezydent ma obowiązek stać na straży konstytucji, a weto ustawodawcze jest jednym ze środków realizacji tego obowiązku.

Polityka 11.2001 (2289) z dnia 17.03.2001; Komentarze; s. 13
Reklama