Archiwum Polityki

Polska szkoła odwyku

Pod obrady Sejmu trafiły dwa kolejne poselskie projekty nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Posłowie, głównie z klubu AWS, chcą całkowitego zakazu reklamy i promocji alkoholu (także w sferze skojarzeń: puszczanie oka, wódka-łódka, kształt butelki), zakazu sprzedawania alkoholu nieletnim, zmiany definicji napoju alkoholowego (0,5 zamiast 1,5 proc. zawartości alkoholu) i zaostrzenia warunków przydzielania koncesji na handel nim. Gdyby Sejm przyjął oba projekty, byłaby to już jedenasta i dwunasta nowelizacja ustawy z 1982 r. Trąci to hipokryzją, bo parlamentarna walka z piciem sprowadza się do powielania – łatwych do ominięcia – zakazów, podczas gdy w całej Polsce żyją ludzie, którzy codziennie się upijają i nigdy nie słyszeli, że alkoholizm leczy się u nas za darmo. Nigdy też nie trafią na odwyk, bo kasa chorych zamknęła im pobliski ośrodek terapii uzależnień. I wcale nie zdają sobie sprawy, że alkoholizm to choroba. Czy tysiące takich ludzi, gdy pewnego dnia nie zobaczą reklamy piwa w telewizji, wreszcie przestanie pić?

Faktem jest, że Polacy piją mniej niż dziesięć lat temu, ale trudno to przypisać formalnym restrykcjom. Według danych Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (PARPA), Polska spadła do trzeciej dziesiątki krajów świata jeśli chodzi o spożycie alkoholu na głowę. Zmienił się też sposób picia: czysta wódka ustępuje pola winom i piwom (choć wciąż wypija się jej najwięcej – stanowi połowę krajowej konsumpcji alkoholu). Udział piwa w rynku wzrósł z 25 proc. kilkanaście lat temu do prawie 40 proc.

Polityka 28.2000 (2253) z dnia 08.07.2000; Raport; s. 3