Archiwum Polityki

Chroma ochrona

Napad za napadem. Najpierw na Powszechny Bank Kredytowy przy ul. Jasnej w Warszawie. Potem na oddział Pekao SA w Płocku. Dwa dni później znów w Warszawie na placówkę Banku Gospodarki Żywnościowej przy ul. Biskupiej. I wszędzie głównymi bohaterami są ochroniarze.

W PBK w Warszawie i w Pekao SA w Płocku pracownicy ochrony wystąpili w roli czarnych charakterów. W Płocku ochroniarz banku zaplanował napad razem z bandytami, a nawet uzbroił ich w swoją służbową broń. W Warszawie jeden ochroniarz był wśród napastników, inny wpuścił ich do środka. W dodatku policja łączy ich osoby ze sprawą brutalnego napadu sprzed trzech miesięcy, kiedy to w oddziale Kredyt Banku przy ul. Żelaznej w Warszawie bandyci zastrzelili cztery osoby. Policja uważa, że strażnicy z obu banków i uczestnicy napadu znali się, bada więc przeszłość i znajomości wszystkich. Według jednej z policyjnych wersji jeden z ochroniarzy wręcz pracował w obu napadniętych bankach.

W BGŻ ochroniarz był bohaterem pozytywnym: on bank obronił, rzucił się na bandytów, próbował obezwładnić, został ranny, ale bandyci wpadli w popłoch i uciekli wynosząc jedynie niewielką sumę. Po wcześniejszej czarnej serii jego postawa wywoływała komentarze typu: proszę, kto by się spodziewał, są jednak dobrzy ochroniarze.

Powróciły pytania o kondycję branży, od której przecież zależy bezpieczeństwo wielu z nas. Wygląda jednak na to, że ochroniarski fach jest w kryzysie. Skarżą się wszyscy na wszystkich: klienci na agencje, agencje na klientów, pracodawcy na pracowników i na odwrót. W dodatku wszyscy mają rację. W Polsce zarejestrowanych jest ok. 7 tys. agencji. Szacuje się, że zatrudniają one ok. 200 tys. osób. Kto więc stoi przy wejściu do twojego biurowca? Ten z Jasnej, czy ten z Biskupiej?

Prawdopodobnie, niestety, ten z Jasnej – odpowiada Gerard, licencjonowany ochroniarz, sześć lat w zawodzie, pozwolenie na broń.

Polityka 24.2001 (2302) z dnia 16.06.2001; Wydarzenia; s. 17
Reklama