Archiwum Polityki

Duchowe oko Gus Dura

Impuls mógł przyjść z Filipin. Nie z powodu muzułmańskich secesjonistów porywających zakładników, ale za przykładem styczniowych masowych protestów przeciwko skorumpowanemu prezydentowi Estradzie. Indonezja też nie chce korupcji na szczytach władzy. Ale Abdurrahman Wahid, zwany przez swych zwolenników Gus Dur, zaprzecza oskarżeniom i ostrzega, że bez niego państwo się rozpadnie, a kraj pogrąży w chaosie. Miodowy miesiąc indonezyjskiej demokracji dobiegł końca.

Po 19 miesiącach od objęcia urzędu prezydent Wahid ma przeciwko sobie prawie cały parlament, liderów i aktywistów głównych sił politycznych. A że to południowa Azja, region zamieszkany przez setki milionów na ogół bardzo biednych ludzi, należących do różnych ras, kultur i religii, polityczne emocje wypychają tłumy na ulice. W ruch idą kije, kamienie, maczety, płoną kościoły, meczety, budynki publiczne i domy prywatne. Co mają do stracenia? Demokrację? Zbyt świeża to zdobycz, by Indonezyjczycy lękali się o nią bardziej niż o swój los, który wiążą symbolicznie z tym czy innym przywódcą.

Polityka 24.2001 (2302) z dnia 16.06.2001; Świat; s. 38