Archiwum Polityki

Broń zawsze w kieszeni

Artykuł prof. Feliksa Tycha (POLITYKA 21) o moskiewskiej wystawie memorabiliów hitlerowskich skłania do zastanowienia: co sprawia, że ciągle pragniemy poznawać nawet najmniejsze trybiki maszynerii zagłady Hitlera, że chcemy wiedzieć jak najwięcej o nim samym, o jego ludziach, po najdrobniejsze szczegóły. Otóż chcemy pojąć do końca jacy to ludzie, z jakich pobudek, w jakich okolicznościach, stali się istotnymi elementami sprawnie funkcjonującego systemu zbrodni.

Interesuje nas, jak się zachowywali na co dzień, a także w chwilach agonii ich państwa, co wtedy czuli, co czynili. Pistolet Goebbelsa, znaczek partyjny Hitlera, nadżarta ogniem papierośnica, fragment sofy z bunkra führera, jego mundur stają się materialnymi śladami czegoś, co jednak nie było wyłącznie złym snem...

Chociażby sprawa broni w rękach Hitlera-samobójcy. Pistolet, z którego strzelił sobie w głowę, to Walther, kaliber 7,65, taki sam, z jakiego dzień później Joseph Goebbels zastrzelił swoją żonę i siebie (po uprzednim otruciu sześciorga – a nie pięciorga, jak w tekście „Polityki” – małych dzieci, z których każde na cześć Hitlera nosiło imię zaczynające się na literę „H”: Helga, Hilde, Holde, Hedda, Heide i Helmut).

Polityka 27.2000 (2252) z dnia 01.07.2000; Historia; s. 72